Nie udany wyjazd z powodu Kataru 2016

Kraków Główny – Trzebinia – Piła Główna – Chojnice – Gdańsk Wrzeszcz – Poznań Główny – Kraków Główny, 2016

To były czasy, kiedy trzeba było kombinować i wybierać najlepsze oraz najtańsze oferty na przejazdy pociągami. Na weekend majowy zaplanowałem sobie kolejowe kółeczko, bo chciałem przejechać się pociągiem REGIO z wagonami typu Bipa z Chojnic do Trójmiasta. I nie tylko. 

Pierwszym pociągiem, którym chciałem jechać, był TLK „Uznam” relacji Kraków Główny – Kołobrzeg, z wagonami do Świnoujścia. Miałem do wykorzystania Bilet Podróżnika, ważny od godziny 19:00 w piątek, ale „Uznam” wyjeżdżał z Krakowa za wcześnie, żeby złapać się na tę ofertę. Rozwiązałem to prosto: z Krakowa do Trzebini pojechałem pociągiem REGIO do Oświęcimia. Za bilet studencki kupiony w automacie MKA zapłaciłem 2,45 zł. TLK odjeżdżał z Trzebini idealnie kilka minut po 19:00. Jazda REGIO odbyła się planowo. Czekając na peronie w Trzebini na pośpieszny, wypiłem pepsi i poczułem lekkie kłucie w gardle. Hmmm… Gdy „Uznam” przyjechał, zająłem miejsce w przedziale. Pociąg składał się z dziesięciu wagonów – po pięć na każdą grupę. Pasażerów nie było dużo, sporo przedziałów pozostawało wolnych. Dopiero w Katowicach dosiadło się więcej osób. Do mojego przedziału przyszły trzy osoby.  Po wyjeździe z Gliwic zauważyłem iskry lecące w kierunku pociągu od północnej strony. Szybko spojrzałem za okno i zobaczyłem jakieś typy stojące koło torów. Pewnie rzucili w „Uznama” petardą, choć żadnego huku nie usłyszałem. Potem szybko zasnąłem. Przebudziłem się w Jarocinie, bo pociąg miał tam planowo godzinę postoju. Godzinę. Przepuszczał dwa inne pociągi TLK jadące w tym samym kierunku. Nie wiem, kto to wymyślił, ale było to chore. Wyprzedzały nas m.in. „Sudety” jadące do Warszawy przez Poznań. Po postoju w Jarocinie poszedłem spać dalej. Obudziłem się ponownie tuż przed Piłą Główną – cały zakatarzony. Było mi zimno, a kilka chusteczek, które miałem przy sobie, było już mocno zużytych. 

Do Piły Głównej przyjechałem planowo. Przypomniałem sobie, że kiedy jeździłem na ankiety do Kołobrzegu, na dworcu stał automat z ciepłymi napojami. Gdybym kupił sobie gorącą herbatę, może chociaż na chwilę pomogłaby „wypocić” katar. Obszedłem dworzec, ale automatu już nie znalazłem. Minęły trzy lata, więc urządzenie mogło po prostu zniknąć. Usiadłem na ławce w poczekalni i czekałem na REGIO do Chojnic. Za mną siedziała grupka młodzieży, która jadła chipsy, śmiała się i rozmawiała o głupotach. Gdy przez megafon podano komunikat o wjeździe pociągu REGIO z Krzyża do Chojnic, poszedłem na peron. Przyjechał SA108 – szynobus, czyli wariant dość niewygodny. Miałem cichą nadzieję, że pojedzie „zaszynobus”: lokomotywa spalinowa i jeden wagon drugiej klasy, najlepiej bonanza albo bohun. Z katarem cierpiałoby się wtedy trochę wygodniej. Pociąg wjechał na tę część stacji, gdzie bramki sieci trakcyjnej obejmują kilka torów, ale nad samymi torami nie wiszą już przewody. Można powiedzieć, że to pamiątka po niedoszłej elektryfikacji szlaku z Krzyża. Coś zaczęto budować, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło i zostały „gołe” tory. Po tej stronie stacji znajdowały się też tory odstawcze dla taboru czekającego na lepsze czasy, czyli w praktyce — palnik.

REGIO odjechał z Piły planowo. Pierwszy postój był na przystanku Piła Północ, później zaczęły się lasy i pola. Większość trasy przespałem. Do Chojnic przyjechałem planowo. Świeciło słońce, ale na zewnątrz nadal było zimno. Zgłodniałem, więc poszedłem do sklepu spożywczego przy drodze dojazdowej do dworca. Kupiłem sok i ciastka na dalszą podróż. Potem zajrzałem do holu dworca. W środku było dość ciemno. Sam budynek ma ciekawy układ: żeby dostać się z drogi dojazdowej na peron, trzeba przejść przez dworzec. Podobnie jak w Kamieńcu Ząbkowickim — stoisz przy wysokim płocie oddzielającym drogę od peronu, ale innego przejścia nie ma. 

(Żuraw wodny na stacji w Chojnicach.)

(Stacja Chojnice – podstawiony pociąg osobowy.)

Skład REGIO „Tur” do Helu podstawił się na peron jako czterosekcyjna Bipa. Obowiązkowo zrobiłem zdjęcie. Myślałem wtedy: za chwilę te wagony przejdą do historii. Co z tego, że jeździły jeszcze dwa lata — już w 2016 roku mówiło się o ich całkowitym wycofaniu z ruchu. Pomorski PR wzmacniał składy REGIO jadące nad morze, a „Tur” był pociągiem niemal flagowym, bo przecinał całe województwo i wymagał pojemniejszego taboru. Z Chojnic odjechaliśmy planowo. Trasa Chojnice – Tczew to głównie jazda przez sosnowe lasy, z kilkoma jeziorami po drodze. Dopiero bliżej Tczewa las ustępuje klasycznemu krajobrazowi: pola, domy, drogi i jeziora. Od Chojnic do stacji Gutowiec pociąg jedzie jednym torem. Obok widać miejsce po drugim torze, który zlikwidowano około czterdzieści lat wcześniej. Według informacji, które zebrałem z różnych źródeł, tor był potrzebny w innym miejscu — a w czasach PRL robiono różne rzeczy. Wzdłuż starotorza, co kilkanaście metrów, stoją niskie betonowe słupki. Zastanawiało mnie, po co tam są. Pierwsza myśl: może wyznaczały szerokość dawnego torowiska, żeby kiedyś łatwiej było je odbudować. Obecnie jednak nie planuje się reaktywacji brakującego toru. Problem pojawiał się przy jeździe z Tczewa w stronę Chojnic. Pociąg przejeżdżający przez Gutowiec musiał zwalniać do 40 km/h, żeby wjechać na jednotorowy szlak. To zmieniło się dopiero w 2019 roku, gdy PLK wymieniła rozjazd, umożliwiając przejazd z prędkością do 100 km/h. Niby drobiazg, ale przy setkach pociągów oszczędność czasu realnie wpływa na rozkład jazdy. Później co jakiś czas przysypiałem. W Tczewie pociąg zmienił kierunek jazdy. Wysiadłem w Gdańsku Wrzeszczu, a katar leciał mi już strumieniami. Miałem w planie jeszcze gdzieś pojechać, ale odpuściłem dalsze kombinacje.  Poszedłem do najbliższego sklepu naprzeciwko dworca, kupiłem sok pomarańczowy i zapas chusteczek higienicznych na drogę powrotną. Potem poszedłem po miejscówki na pociągi TLK „xxx” oraz „xxx”. Trasę z Gdańska Wrzeszcza do Poznania Głównego przejechałem w miarę planowo, choć bliżej Poznania pojawiło się lekkie opóźnienie. Podczas kontroli biletów między Inowrocławiem a Gnieznem przyszła pani konduktor. 

– Dzień dobry, chciałbym zgłosić skomunikowanie na TLK „Pułaski” w Poznaniu.
– Dobrze, ja też muszę zdążyć na ten pociąg, bo jadę do Jarocina – odpowiedziała.
– Super, dziękuję.

Czyli szanse, że „Pułaski” poczeka, wyraźnie wzrosły. Hehe. Skomunikowanie się udało. Przesiadka w Poznaniu była kwestią kilku minut. Do Krakowa dojechałem planowo, ale przez następne dni musiałem posiedzieć w domu i wyleczyć infekcję.