Podróże małe i duże

Podróże małe i duże zaczynają się od ciekawości świata. W przypadku Aleksa ich kierunek od początku wyznaczała kolej – nie tylko jako temat do fotografii, ale jako złożony, fascynujący system technologii, ruchu i organizacji. Już jako dziecko świadomie zagłębiał się w jej detale, a pierwsze zapiski z podróży powstawały równolegle z tym zainteresowaniem, będąc próbą uchwycenia i zrozumienia otaczającej rzeczywistości. Z czasem do tej wiedzy dołączyła fotografia jako naturalne narzędzie obserwacji i dokumentowania. Pamiętniki z podróży nie tylko emanują zaawansowaną wiedzą o kolei i jej zapleczu technologicznym, ale przede wszystkim odsłaniają uważność obserwatora – wrażliwego na detale, rytm miejsc i ludzi wpisanych w przestrzeń podróży.

Do dwóch razy sztuka, czyli próba przejechania tzw. „starej węglówki” - lipiec/sierpień 2016

Ciekawym pociągiem w rozkładzie jazdy 2015/2016 był TLK „Gemini” relacji Rzeszów – Hel i z powrotem. Skład jechał przez tzw. „starą węglówkę”, czyli przez Kościerzynę. Na tej trasie kursowały głównie pociągi osobowe i towarowe, a połączenia dalekobieżnego przez Kościerzynę nie było od bardzo dawna. Nic dziwnego, że społeczność miłośników kolei mocno się tym zainteresowała. Dla wielu osób był to główny cel wyprawy. Między innymi dla mnie. XD Wszystko wyglądało dobrze, ale w połowie lipca 2016 roku przez Polskę przeszły gwałtowne burze z dużą ilością opadów. Trójmiasto zostało częściowo podtopione – do tego stopnia, że jeden tramwaj utknął w wodzie. Rok wcześniej, 1 września 2015 roku, ruszyła Pomorska Kolej Metropolitalna, czyli PKM – świeżo otwarta linia kolejowa uzupełniająca układ komunikacyjny Trójmiasta od zachodniej strony.

Niestety trasa PKM również ucierpiała. Opady były tak silne, że deszcz „zeskrobał” ziemię z nasypów kolejowych. Linia nie nadawała się do eksploatacji i konieczne było wstrzymanie ruchu. Problem dotyczył także TLK „Gemini”. Pociąg wyjeżdżał z Gdyni Głównej na linię nr 201, czyli „starą węglówkę”, i odbijał na południowy zachód. Przejeżdżał przez stacje Gdynia Wielki Kack i Gdańsk Osowa, wyremontowane w ramach PKM. Po nawałnicach nasypy w okolicy tych stacji były podmyte.

W związku z zawieszeniem ruchu PKP Intercity wprowadziło komunikację zastępczą na odcinku Laskowice Pomorskie – Gdynia Główna, obsługując pośrednie stacje, m.in. Czersk, Bąk i Kościerzynę. Sam pociąg pojechał objazdem przez Tczew i Gdańsk Główny.

Więcej

Nie udany wyjazd z powodu Kataru 2016

Kraków Główny – Trzebinia – Piła Główna – Chojnice – Gdańsk Wrzeszcz – Poznań Główny – Kraków Główny, 2016


To były czasy, kiedy trzeba było kombinować i wybierać najlepsze oraz najtańsze oferty na przejazdy pociągami. Na weekend majowy zaplanowałem sobie kolejowe kółeczko, bo chciałem przejechać się pociągiem REGIO z wagonami typu Bipa z Chojnic do Trójmiasta. I nie tylko. 

Pierwszym pociągiem, którym chciałem jechać, był TLK „Uznam” relacji Kraków Główny – Kołobrzeg, z wagonami do Świnoujścia. Miałem do wykorzystania Bilet Podróżnika, ważny od godziny 19:00 w piątek, ale „Uznam” wyjeżdżał z Krakowa za wcześnie, żeby złapać się na tę ofertę. Rozwiązałem to prosto: z Krakowa do Trzebini pojechałem pociągiem REGIO do Oświęcimia. Za bilet studencki kupiony w automacie MKA zapłaciłem 2,45 zł. TLK odjeżdżał z Trzebini idealnie kilka minut po 19:00. Jazda REGIO odbyła się planowo. Czekając na peronie w Trzebini na pośpieszny, wypiłem pepsi i poczułem lekkie kłucie w gardle. Hmmm… Gdy „Uznam” przyjechał, zająłem miejsce w przedziale. Pociąg składał się z dziesięciu wagonów – po pięć na każdą grupę. Pasażerów nie było dużo, sporo przedziałów pozostawało wolnych. Dopiero w Katowicach dosiadło się więcej osób. Do mojego przedziału przyszły trzy osoby.  Po wyjeździe z Gliwic zauważyłem iskry lecące w kierunku pociągu od północnej strony. Szybko spojrzałem za okno i zobaczyłem jakieś typy stojące koło torów. Pewnie rzucili w „Uznama” petardą, choć żadnego huku nie usłyszałem. Potem szybko zasnąłem. Przebudziłem się w Jarocinie, bo pociąg miał tam planowo godzinę postoju. Godzinę. Przepuszczał dwa inne pociągi TLK jadące w tym samym kierunku. Nie wiem, kto to wymyślił, ale było to chore. Wyprzedzały nas m.in. „Sudety” jadące do Warszawy przez Poznań. Po postoju w Jarocinie poszedłem spać dalej. Obudziłem się ponownie tuż przed Piłą Główną – cały zakatarzony. Było mi zimno, a kilka chusteczek, które miałem przy sobie, było już mocno zużytych. 

Więcej

Dodatkowa zielona szkoła – Ustronie Morskie 2007

Gdy byłem w szóstej klasie podstawówki, moja siostra Barbara chodziła do trzeciej. Trafiła na tę samą wychowawczynię, którą miałem wcześniej – mieliśmy z nią dobry kontakt. Oczywiście, przez lata zdarzały się różne sytuacje, ale nie wpłynęło to na relacje. W kwietniu 2007 roku Baśka miała jechać na zieloną szkołę do Ustronia Morskiego. Wyjazd był zaplanowany dokładnie tak jak mój sprzed trzech lat – połowa kwietnia i nocny przejazd nad morze. Niestety tuż przed wyjazdem Basia się rozchorowała. Wszystko było już opłacone, więc trudno było liczyć na zwrot. Dowiedzieliśmy się, że drugim opiekunem będzie moja dawna wychowawczyni. Z nią również miałem dobry kontakt. W domu pojawił się pomysł: pojadę za siostrę. Układ prosty – pieniądze nie przepadają, a ja mam zagwarantowaną podróż nocnym pociągiem i dwa tygodnie wyjazdu. Obie wychowawczynie się zgodziły, a formalności w szkole ograniczyły się do usprawiedliwienia nieobecności. Baśka została w domu, żeby wyzdrowieć.  

Więcej

Kolonia Władysławowo – 2008

Wakacje w 2008 roku ponownie były związane z polskim morzem. Tym razem rodzice wysłali mnie i siostrę na kolonię letnią z naszą szkołą języków obcych do Władysławowa. Miałem już doświadczenie z takim wyjazdem – w 2005 roku byłem w Zwardoniu i bardzo dobrze to wspominam. Zapisy odbywały się kilka miesięcy wcześniej. Wiedziałem już, że czeka mnie noc bez snu – i właśnie to dawało największą frajdę. Transport klasycznie zapewniał pociąg pospieszny „Ustronie” relacji Kraków Płaszów – Kołobrzeg, z grupą wagonów do stacji Hel.

W dniu wyjazdu pojawiliśmy się całą rodziną na stacji Kraków Płaszów około godzinę przed odjazdem. Trzeba było zgłosić się do opiekunek – przekazać dokumenty i ważne informacje. Potem standard: wielokrotne sprawdzanie obecności i liczenie dzieci. Weszliśmy do wagonu z zarezerwowanymi przedziałami – każdy oznaczony kartką z relacją, liczbą miejsc i informacją, dla kogo jest przeznaczony. Rozpoczęło się pakowanie bagaży na półki, w czym pomagali niektórzy ojcowie. Gdy wszystko było gotowe, można było jeszcze chwilę porozmawiać z rodzicami przez okno – bez wychodzenia na peron, żeby nie utrudniać pracy opiekunkom. Ostatnie pożegnania, komplet dokumentów – i „Ustronie” planowo ruszyło z Płaszowa. W przedziałach szybko zaczęły się rozmowy – zarówno z nowymi osobami, jak i ze znajomymi ze szkoły czy osiedla.

 

Więcej